b_300_0_16777215_00_images_artykuly_2018_2_witd_wrocl_12hj434verr5.jpg
Sobota 10 lutego była kolejnym dniem prowadzonej przez dolnośląską inspekcję transportu drogowego kontroli autokarów. W trakcie tych kontroli inspektorzy z legnickiego oddziału inspekcji zatrzymali autobus wiozący rodziny z dziećmi. Wracali oni z wypoczynku w Zakopanym, do miejsc zamieszkania w województwie Zachodniopomorskim.

W trakcie analizy czasu pracy, wątpliwości inspektora wzbudził zapis w tachografie z dnia 04.02.2018 r. gdy grupa ta jechała do Zakopanego. Zapis tachografu wskazywał, że w tym dniu od godziny 08:47 do 23:33 autobus pokonał odległość 857 km w 11 godzin i 50 minut. Wątpliwość inspektora wzbudziła okoliczność, że autobus nie był prowadzony przez załogę dwuosobową, lecz przez dwóch kierowców jadących kolejno po sobie. Kierowca który prowadził pojazd w momencie kontroli, wsiadł do niego w dniu 04.02 dopiero, gdy poprzedni kierowca zakończył prowadzenie pojazdu, a autobus był w drodze już od ponad 5 godzin. Kierowca powiedział, że tak właśnie było.

Wobec tego inspektor rozpytał pasażerów o tą sytuację. Stwierdzili oni, że 04.02. rzeczywiście autobusem kierował najpierw inny kierowca, lecz ten który prowadzi pojazd obecnie, był w nim od początku przejazdu w tym dniu. Postawiony wobec takich okoliczności kierowca przyznał, że był w pojeździe podczas całej trasy, nie wkładał jednak własnej karty do tachografu, gdyż wiedział, że jeśli to zrobi naruszy normy czasu prowadzenia pojazdu. Wkładając kartę cały poprzedni okres zadeklarował jako odpoczynek, co miało wskazywać, że w autobusie przebywa dopiero od momentu włożenia karty kierowcy do tachografu. Jednak postępując w ten sposób nie rejestrował na własnej karcie kierowcy wymaganych danych, a to spowodowało, że zapisany czas pracy nie odpowiadał stanowi faktycznemu.

Nie jest to niestety odosobniony przypadek. Manipulowanie zapisami tachografu jest plagą, i takim działaniom nie należy pobłażać. Przeważnie kierowcy chcą ukryć swój rzeczywisty czas pracy, ale zdarza się, że manipulują zapisami „na wszelki wypadek”. Tak również było w tym przypadku. Gdyby kierowca włożył własną kartę do tachografu i zarejestrował cały czas swojej pracy, nie popełniłby żadnych naruszeń. A tak został ukarany wysokim mandatem, a wobec przedsiębiorcy wszczęto postępowanie administracyjne.
źródło: WITD Wrosław